Mistrzostwa Świata
Przyznam szczerze, że z tym rocznikiem wiązałem bardzo duże nadzieje. Genialny obwód (myślę, że najlepszy w ostatnich sezonach). Być może sam się za bardzo nakręciłem i za bardzo napompowałem balonik.
Niestety była też ciemniejsza strona kadry, a tą w tym sezonie okazali się podkoszowi. Na początku wydawało się, że jest dwóch dobrych obrońców, jeden fajny mutant i kilku fajnie rozłożonych do uzupełnienia składu. Na papierze wyglądało to dobrze. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna. Najlepszy z nich grał w każdym tygodniu po 100+ minut, przez co nie było mowy o dobrej formie (oczywiście wielokrotnie próbowałem przekonać właściciela o zmianie dystrybucji minut, ale niestety bez skutku). Właściciel drugiego z najlepszych podkoszowców stwierdził, że zrobi z niego defensywną bestie. I o ile do jego skilli obronnych nie można się przyczepić, tak jednak miał spore braki w ataku (głównie w IS), przez co jego przydatność była mocno ograniczona. Pozostali podkoszowcy również miewali różne problemy - a to słaba forma, a to zaprzestany trening, a to kontuzja. Głównie z tego powodu bardzo niechętnie sięgałem do taktyk podkoszowych, a i nawet jak już, to nie zawsze okazywało się to dobrym pomysłem
W barażach trafiliśmy do niezbyt wymagającej grupy, którą udało się w miare pewnie wygrać. Jedynie ostatni mecz z Wenezuelą dostarczył drobnych emocji, ale to był jeden z pierwszych sygnałów, że z naszym LI w tym sezonie nie jest najlepiej.
Trafiliśmy do bardzo mocnej grupy z Australią, USA, Włochami, Serbią i Nigerią. Na początek zmierzyliśmy się z Australią. Przeciwnik wydawał się wymarzony na początek. Silny (patrząc po pensjach), ale do tej pory bez sukcesów i wydawał się być jednak nieco mniejszą przeszkodą niż pozostali rywale (poza Nigerią oczywiście). Niestety spotkanie od samego początku ułożyło się fatalnie. W pierwszej kwarcie kontuzji dostał nas najlepszy strzelec i już to mocno nam skomplikowało sytuacje. Dodatkowo na początku czwartej kwarty przy stykowym wyniku za faule spadł nasz najlepszy obrońca podkoszowy (rywale grali LI), co jeszcze bardziej skomplikowało naszą sytuacje. Finalnie przegraliśmy to spotkanie 2 punktami. Szczerze mówiąc czułem się troche oszukany po tym spotkaniu. Nagromadzenie pecha (dodatkowo dziwne rozkłady rzutów u nas i u rywala) i przegraliśmy spotkanie które zapewne wygalibyśmy w 8 przypadkach na 10 (wystarczy spojrzeć na staty meczowe). Już to mocno skomplikowało naszą sytuacje. Drugie spotkanie poszło jeszcze gorzej i zostaliśmy zmiecieni przez silną kadre USA.
Sytacja była dramatyczna. Byliśmy 0-2 i potrzebowaliśmy zwycięstw z silnymi kadrami - Włoch i Serbii. W obu spotkaniach udało się dobrze rozpracować rywala co umożliwiło dosyć pewne wygrane. Awans do drugiej rundy przypięczetowaliśmy wygraną z Nigerią (do tej pory nie mam pojęcia czemu rywale grali TiE).
Do drugiej rundy awansowaliśmy z bilansem 1-2. Nie najlepszy wynik, ale było jeszcze o co walczyć.
Sytuacja ponownie się skomplikowała po porażce z Francją (w tym meczu dało o sobie znać słabość naszego LI - chociaż mimo wszystko dalej nie jestem w stanie do końca wytlumaczyć dlaczego przegraliśmy). W kolejnym spotkaniu pokonaliśmy grającą na ostatnim oddechu Chiny (udało się pokonać CT vs TiE, następne dwa spotkania Chiny graly już bez enta i z kadrą na kolejne sezon). Szanse na medal wróciły, ale trzeba było pokonać bardzo mocnych Hiszpanów. Postanowiłem zagrać va banque, jednak pamiętając mecz z Francją nie chciałem już grać LI. Być może wybór II nie należał do najlepszych, ale bałem sie że w przypadku ustawienia 3-2 przez Hiszpanów, to granie RnG czy Motionem byłoby jeszcze gorszym wyborem. Niestey przegraliśmy to spotkanie w samej końcówce (wynik może być troche mylący, bo brakło na prawdę niewiele.
W ostatnim meczu graliśmy już tylko o honor z nieobliczalną kadrą Chile (pokonali m.in Hiszpanow, Włochów czy grających w pełnym składzie Chińczyków). Udało się wygrać i zakończyć Mistrzostwa na 6 mi